Nasz hostel, a konkretniej nas pokój, okazał się dość nietypowy. Cały wykonany z drewna i płyty paździerzowej, przy czym okna, drzwi i żaluzje działały na zasadzie zapadni i kół zębatych. Półki i stół (!) podwieszone dzięki systemowi bloczków i karabinków. W kątach pokoju błyskające lampki i małe filigranowe lalki różnych wielkości, ubarwień i typów. Jak się później okazało nasz gospodarz - rosyjski żyd pomieszkujący w Paryżu, który z rozrzewnieniem nosił małą wlepkę CCCP - posiada własny teatr kukiełkowy, a nasz pokój to miejsce prób
O godz 10.15 wpadła po nas Alina - mieszkanka Irkucka, a zarazem studentka filologii angielskiej, poznana przez portal Couch Surfing - która, obiecała pokazać nam miasto.
Na początku nasze kroki skierowaliśmy w kierunku pomnika Lenina. Ukochany bohater ludu, który z dumnie wypiętą piersią i uniesioną dłonią wskazuje kierunek rozwoju wszystkim proletariuszom. W samej Rosji w każdym szanującym się mieście muszą być ulice towarzyszy. Także Lenin i Marks to standard, potem są lokalni działacze. Można też znaleźć jakiś polski akcent jak ul. Dzierżyńskiego czy ukraińskiego bohatera Chmielnickiego, który zabrał Zaporoże Polakom i przekazał Rosjanom.
Nad rzeką Angarą czekał na nas Aleksander III, który dumnie spoglądał na swe dziecko - kolej transsyberyjską. Niestety komuniści nie docenili jego osoby, także po rewolucji październikowej spadł z piedestału i powrócił na niego dopiero w 2004. Za Aleksandrem III można zobaczyć nieudaną miniaturową replikę Opery z Sydney
Najciekawszym elementem całego zwiedzania była geneza herbu - "Docelowo miał być lew, ale artysta coś spierdolił i wyszła kuna"
Na końcu odwiedziliśmy fokarium, w którym dwie sztuki - Tito i Star (?) - zabawiały nas swoimi umiejętnościami. Liczyły, grały na trąbkach, malowały obrazy, grały w piłkę, tańczyły, a nawet jedna drugiej wręczała kwiaty - czyli ogólnie to wszystko czego ja nie potrafię.
W Irkucku zdecydowana większość społeczeństwa mieszka w starych, bogato zdobionych, drewnianych domach. Domy te jednak z biegiem lat znacząco osiadły, także lokatorzy swoje okna mieli na wysokości krawężników. Pomimo szeroko zakrojonej akcji władz Irkucka by podłączyć ogrzewanie i wodę mieszkańcy nie skorzystali z oferty. Ogrzewanie piecem kaflowym i chodzenie po wodę do studni to dla nich już styl życia.
Wieczorem w naszym pokoju pojawili się nowi współlokatorzy - 40 letni Brytyjczycy z dwójką małych dziewczynek, Liz i Rose, które w przeciwieństwie do rodziców były pochodzenia Azjatyckiego. Poza tym poznałem dwójkę Francuzów, Julie i Nataniela, którzy podróżują już od 1,5 miesiąca i paradoksalnie dalszą trasę mają taką samą jak my, a nawet samolot w Szanghaju (dzień później niż my).